poniedziałek, 24 marca 2014

1.Niezapomniany koncert

                             1. Niezapomniany koncert
   Przyszłam ze szkoły jak zwykle ze szkoły zmęczona i ospała. Ze mną szła moja przyjaciółka Sarah. Przed domem zatrzymała mnie i podekscytowana zaczęła nawijać:
-Wiesz co dziś jest?
-No poniedziałek czy się mylę?-Odpowiedziałam bez cienia entuzjazmu na co ona się wściekła:
-Hello! Dziś mijają trzy tygodnie od naszego zakupu!
-To już dziś? Na śmierć zapomniałam!- Podekscytowana podbiegłam do skrzynki, a tam zobaczyłam kopertę adresowaną do mnie. Byłam taka podekscytowana że chciałam zacząć piszczeć co też zrobiłam :D :
-JEEEEEEJ!!!!!- Obie piszczałyśmy z radości. Od trzech tygodni czekałyśmy na tę kopertę, a w niej... bilety na koncert The Vamps! The Vamps to nasz ulubiony zespół, i byłyśmy ich fankami już na You Tubie jak nagrywali covery znanych piosenek. A już za niecały tydzień miałyśmy zobaczyć ich na żywo. I do tego miesiąc po koncercie miałyśmy przeprowadzić się z Polski do Londynu.I wtedy przypomniała mi się niespodzianka dla Sary ode mnie:
-A mam dla ciebie taką małą niespodziankę!
-No mów mów dziewczyno, bo tu zaraz wykituję!- Wyglądała jak bomba zegarowa która miała wybuchnąć za kilka sekund, co mnie bardzo rozśmieszyło:
-Mój tata, poprzez znajomości, i moje kieszonkowe :D załatwił nam wejściówki za kulisy po koncercie!
-Nie wierze, na serio?! O jacie kręcę, ale zarąbiście ŁAŁ!!!
-Ok, ja już lecę i tobie też radzę :). Do jutra, papa.-Przytuliłam ją i obie pobiegłyśmy w stronę domów.
Kiedy weszłam mamy nie było, ale za to był mój starszy brat Jack siedział na kanapie przed TV. Gdy usłyszał że weszłam do domu krzyknął:
-Hej Lila!- I przybił mi piątkę.
-Hej Brat!-Odkrzyknęłam mu.
-Co to były za piski przed domem?-Zapytał z nieudawaną ciekawością i śmiechem.
-Nie zgadniesz, nigdy!
-Hm, niech pomyślę, dostałaś miłosnego sms-a od tego twojego Patrica, który ci się tak podoba od paru miesięcy?-Zaczął ze mnie żartować na co ja pokazałam mu język.
-Nie. Przyszły bilety na koncert The Vamps!-Powiedziałam z piskiem przez co brzmiałam jak mała dziewczynka.
-No w końcu! Miałem dość już tego że jak tylko słyszałaś listonosza to biegłaś tak szybko że potykałaś się o własne nogi, tylko dlatego żeby zobaczyć czy nie przyszły przypadkiem bilety.
-Ha ha ha! Bardzo śmieszne wiesz!-Powiedziałam z sarkazmem.
-No to możemy w końcu zmienić temat ?Głodny jestem!Ugotujesz coś pysznego? Proooszę!-Powiedział z błagalną miną smutnego szczeniaczka.
-Ok, ok zrobię ci coś do jedzenia.
-Mówiłem już że jesteś najlepszą siostrą na świecie?-Podszedł do mnie i mnie z całej siły przytulił.
-Oj, jakieś tysiąc razy.-powiedziałam pokazując mu wszystkie zęby w uśmiechu.
-Jak ja sobie poradzę jak przeprowadzisz się do Londynu co?
-No nie wiem ale jakoś będziesz musiał bo zdania nie zmienię.-Odepchnęłam go od siebie i wzięłam się za robienie obiadu.

*nic ciekawego* następny dzień:

Obudziłam się wesoła i wyspana jak nigdy przedtem, co mnie bardzo zdziwiło bo we wtorki zawsze mam dłuższy trening i siedzę w szkolę do 17.00 . I nagle dostałam sms-a od Sary:
-I co gotowa na zakupy? Jednak nie jedziemy do naszej galerii po te zakupy tylko niedaleko miejsca koncertu w  bo zamknęli tą nie wiem czemu. Będę za pół godziny i lecimy.Tylko nie zapomnij zwolnienia i kasy! Pa!-I wtedy wszystko sobie przypomniałam.Miałyśmy dziś iść po ciuchy na koncert i imprezę bo dzień później odbędzie się impreza u Patrica, więc musimy jakoś ładnie wyglądać.
Wystraszłam się bo nie jestem w ogóle wyszykowana.Więc szybko wstałam z łóżka i jednm susem znalazłam się przy szafie. Ubrałam niebieskie rurki, vansy, białą, krótką bluzkę z różowymi pasami i dżinsową kamizelkę i poleciałam do łazienki.Byłam gotowa po 10 minutach co mnie trochę zdziwiło bo włosy i makijaż zazwyczaj zajmowały mi niecałą godzinę :D . Gdy byłam gotowa szybko zbiegłam po schodach i na szczęście mama już nie spała i robiła mi i bratu tosty.Gdy zobaczyła mnie taką zdyszaną zdziwiła się:

-Co ty taka zdyszana?Jesteś po maratonie czy co?-Zapytała z szerokim uśmiechem mama na co mój brat odpowiedział:
-Pewnie mała dziewczynka zaspała a Sarah  obudziła ją sms-em albo do niej zadzwoniła.-Powiedział wyszczerzając zęby.Zdziwiło mnie że zgadł od razu i zakpiłam z niego żeby nie dać tego po sobie poznać:

-A ty jasnowidzu się nie przechwalaj! A zresztą gdzie twoja kula i turban?-Obie zaśmiałyśmy się z mamą na co on:
- Mi kula nie jest potrzebna!Moje moce kryją się tu, a nie w jakiejś szklanej kulce!-Powiedział w skazując na swoją głowę i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.Gdy zjadłam szybko śniadanie Poszłam do swojego pokoju i wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy:
-Pieniądze mam, telefon mam, zwolnienie ze szkoły mam ok wszystko jest! Jestem gotowa do wyjścia.-zaczęłam mówić do siebie.Nagle usłyszałam że ktoś puka do drzwi:
-Otwoorzę!-wydarłam się zbiegając po schodach.Otworzyłam i zobaczyłam uśmiechniętą Sarę.Weszła do domu i powiedziała:
-Hej Lila!Dzień dobry pani Sher!Siema Jack!-Podeszła do mojego brata i przybiła mu piątkę  i odwróciła się do mnie:
-Gotowa do wyjścia?
-No pewnie! Dalej jeszcze musimy po zakupach zdążyć zanieść zwolnienia do szkoły!-Poszłam z Sarą w kierunku drzwi i jednocześnie krzyknęłam:
-Pa mamo!Cześć Jack!
-Pa słońce!-odkrzyknęła mi mama.Po dziesięciu minutach byłyśmy na miejscu.Weszłyśmy do sklepu podekscytowane.Było tu dużo sklepów więc miałyśmy z czego wybierać z czego się cieszyłyśmy.

*kilka godzin później*
-Która godzina?-Spytała mnie Sarah
-15.30 . O której miałyśmy być w szkole?-Zapytałam ją zmęczona tym łażeniem przez cały dzień.
-Czekaj, zapisałam na telefonie, miałyśmy być o... 16.00 . No to trzeba się zbierać.-Wstała z ławki i pociągnęła mnie za sobą do drzwi.W szkole byłyśmy akurat o 16.00 .Od razu poszłyśmy do mnie do domu, bo Sarah dziś u mnie zostaje na noc.W samochodzie siedziałyśmy w ciszy. Gdy byłyśmy przed domem zdziwiłam się bo stał jeszcze jeden samochód.Gdy wyszłam sprawdzić co to za samochód, poznałam że to jest taty samochód. Pobiegłam z Sarą do domu i zobaczyłam tatę w kuchni:
-Tataaa!!!!!-Krzyknęłam i rzuciłam mu się w ramiona.
-Córcia!!!Cześć kochanie, jak zakupy?
-Super!Tato, a masz te wejściówki?-zapytałam jak Sarah poszła zanieść swoje torby do mojego pokoju.Tata zrobił zmieszaną minę i powiedział:
-Właśnie, słuchaj jak byłem odebrać je to powiedzieli że pomylili się zamiast wydrukować dwie to wyrobili jedną, a druga będzie dopiero gotowa w niedzielę.
-Co? Ale koncert jest w piątek! To co, jedna z nas ma nie iść? Już jej mówiłam o wejściówkach!-Powiedziałam smutna:
-Wiem, słońce ale inaczej się nie da, obdzwoniłem wszystkich i nie da się przyśpiesz tamtej drugiej wejściówki, tu masz tą pierwszą i musisz coś zadecydować.-Przytulił mnie bo widział że już jestem bliska płaczu i poszedł. Byłam załamana. Nie wiedziałam jak to powiedzieć Sarze.Była tak szczęśliwa z tego że wejdziemy za kulisy a tu jedna z nas miała tam nie wejść.Poszłam do pokoju i zobaczyłam Sarę jak grzebała coś przy laptopie:

-Co tam?-Odezwała się pierwsza bo siedziałam obok niej bez słowa.
-Słuchaj Sara, muszę ci o czymś powiedzieć, ale nie wiem jak ci to powiedzieć.
-Nie strasz mnie dziewczyno co jest?-Zapytała mnie z wystraszoną miną.
-No więc, przed chwilą gadałam z tatą o tych  wejściówkach za kulisy, tam gdzie tata je wykupił zaszła pomyłka i... wyrobili tylko jedną, a druga będzie gotowa dopiero w niedzielę, tata dzwonił do wszystkich i nie da się nic zrobić by przyśpieszyć wydrukowania tej drugiej.-Powiedziałam ze smutkiem.
-Jesteś na mnie zła?-Zapytałam ją ale ona gapiła się w ścianę z wytrzeszczonymi oczami.W końcu się otrząsnęła i powiedziała:
-Że co?! Jak to pomylili się!To co teraz zrobimy?
-Tata mówi że powinnyśmy zadecydować która weźmie tą wejściówkę.
-No, to chyba jedne sensowne wyjście.-Powiedziała ze smutkiem i obie spojrzałyśmy na siebie.Resztę dnia przemilczałyśmy.

*Następny dzień*

Dzisiejszy dzień strasznie mi się dłużył. Z Sarą nadal milczałyśmy, choć wszędzie chodziłyśmy razem.

Gdy lekcje się skończyły próbowałam ją zagadać lecz nie miałam odwagi.Gdy byłyśmy przed moim domem stałyśmy bez ruchu i patrzyłyśmy sobie w oczy.Nagle Sara się odezwała:

-Słuchaj, wiem jak ta wejściówka była dla ciebie ważna, to za twoje pieniądze je kupiłaś i dzisiaj postanowiłam że zrezygnuję z niej.Ona nie jest mi potrzebna do szczęścia, przyjaźń jest dla mnie najważniejsza.- Gdy to usłyszałam omal się nie rozryczałam.

-Sarah, ale ja bez ciebie tam nie pójdę! Jesteś przecież moją przyjaciółką i nigdy cię nie zostawię rozumiesz?!-Prawie krzyknęłam.

-Ale ta wejściówka nie jest dla mnie ważna.Już postanowiłam i zdania nie zmienię, jasne?-I mnie przytuliła.Powiedziała mi jeszcze na ucho:

-Pójdziesz tam jasne? I bez przekrętów, Ok?-Powiedziała z uśmiechem na ustach a ja tylko pokiwałam głową bo nie mogłam z siebie wydusić słowa.Po pięciu minutach Ja i Sarah szłyśmy w stronę swoich domów.Byłam szczęśliwa i zarazem smutna. Szczęśliwa, że pogodziłam się z przyjaciółką, a smutna bo pójdę za te kulisy bez niej.Nie mogłam się z tym pogodzić.

*Następny dzień*Po szkole:

Jak zwykle wracałam z Sarą. Nie mogłyśmy doczekać się jutrzejszego dnia.Pod moim domem Sara zaczęła piszczeć:

-Uwierzysz?! Jutro zobaczymy The Vamps na żywo!Jeeeeej!

-No, extra.-Powiedziałam z lekko posmutniałą miną.

-Co jest Lila?-Zapytała zmartwiona.

-Bo nadal nie mogę znieść myśli że idę  za kulisy bez ciebie.

-Ej! Jaka była umowa! A zresztą mówiłam ci że nie zależy mi na tym.Ważne jest to że będziemy razem na tym koncercie i będziemy się świetnie bawić!-Powiedziała pełna optymizmu.

-No może masz rację... po co się dołować.Słuchaj musisz dzisiaj zostać u mnie na noc. Będzie przymiarka ubrań!-Powiedziałam podskakując jak mała dziewczynka.

-Ok, ale najpierw muszę zadzwonić do mamy, ale to u ciebie choć!-I mnie pociągnęła do środka.

-Hej mamuś!Cześć tato! Siema Jack!-Krzyknęłam idąc na górę z Sarą.

-Dzień dobry państwu! Hej, Jack!-Sara krzyknęła i znikłyśmy u mnie w pokoju.

Oczywiście rodzice Sary zgodzili się zostać jej u mnie.

Cały wieczór przesiedziałyśmy u mnie w pokoju grzebiąc w ciuchach i plotkując.Po paru godzinach spojrzałam na zegarek:

-Już jest 00.00! OMG Ale się zasiedziałyśmy.

-Ale, najważniejsze że mam ciuchy na koncert!-Ucieszyła się i zaczęłyśmy tańczyć po pokoju. Chwilę później już przebrane w piżamy( Sarah oczywiście musiała wziąć moją) szykowałyśmy się do spania.

*Następny dzień* 

Obudziłyśmy się strasznie wcześnie, co jest dziwne bo mamy do szkoły na 10.40 . Ubrałyśmy się i gadałyśmy o koncercie który miał się odbyć dziś. Nasze mamy pozwoliły nam dzisiaj nie iść na parę lekcji żeby się nie spóźnić.

*Szkoła, nuuudy*

Była 14.00 .  Wracałyśmy do domu w wielkim pośpiechu żeby się jak najszybciej wyszykować, mama się z nas śmiała bo koncert był dopiero na osiemnastą.

Gdy już byłyśmy przygotowane zeszłyśmy na dół żeby mój braciszek ubierał się i wchodził. Gdy zeszłyśmy na dół, był tam nie tylko mój brat, ale i niespodziewanie pojawił się u nas jego przyjaciel Sean .Gdy oboje nas zobaczyli, wytrzeszczyli oczy aż prawie im z orbit wyskoczyły, na co my się zaśmiałyśmy.Gdy mój brat się otrząsł, klepnął w ramie kumpla i ten też zszedł na ziemie. Mój brat z wielkim oszołomieniem zaczął:

-Ale się wystroiłyście!Jakbyście szły na jakąś galę czy coś!

-Noo, nigdy was takich nie widziałem, ale chyba bardziej mi się podoba niż normalnie.-Powiedział kumpel mojego brata, a ten go trzepnął w ramie.

-Dobra, koniec już tych komplementów bo się spóźnimy!-Powiedziała Sarah na co wszyscy ruszyli się z miejsca i wyszliśmy z domu.

*na miejscu*

Podróż nam się bardzo dłużyła. Ale gdy dotarliśmy na miejsce myślałam że normalnie zejdę!Chciałam zacząć piszczeć ze szczęścia, tak mnie rozpierały emocje.Gdy pożegnałyśmy się z chłopakami, Podeszłyśmy do kas i dałyśmy bilety.Gdy kasjerka nas wpuściła prawie że biegłyśmy!Przez co ja się prawie wyrżnęłam  bo iść tak szybko w obcasach to kiepski pomysł. Gdy byłyśmy pod sceną kopary nam opadły! Była normalnie ogromna! A my na szczęście miałyśmy miejsca w pierwszym rzędzie.Gdy koncert się zaczął wszystkie fanki zaczęły piszczeć.Byłyśmy wniebowzięte!Gdy weszli na scenę o mało nie poryczałam się.Gdy zaczęli grać wszyscy zaczęli śpiewać razem z nimi. Wszyscy porobili pełno plakatów z napisami : "I love the Vamps" , "Brad, Marry me" itd. Koncert niestety minął nam szybko, choć trwał 2 godziny. Gdy większość ludzi poszła, z Sarą za rękę poszłam przed wejście na tyły. Przytuliłam ją i o mały włos się nie poryczałam. Na co ona zaczęła mnie pocieszać:

-O mnie się nie martw.Dam sobie radę, a ty masz tam się świetnie bawić jasne?

-Ale jak mam się bawić tam, wiedząc że ty siedzisz w domu!-Ciągnęłam zdołowana.

- Nie przejmuj się mną. na serio!- Powiedziała i popchnęła mnie w stronę wejścia na tyły. Pomachała mi i poszła Lekko przybita pokazałam wejściówkę i weszłam. Byłam szczęśliwa i zarazem smutna. Szczęśliwa ,bo może poznam The Vamps a smutna bo jestem tu bez Sary. Nagle podszedł do mnie jakiś facet i zaczął tłumaczyć mi co i jak.Miałam wejść do środka i poczekać na kogoś kto mnie oprowadzi.Gdy weszłam do środka zatrzymałam się na pół minuty zszokowana. Właśnie w tej chwili pięć metrów ode mnie stali wszyscy członkowie The Vamps. Chciałam zacząć piszczeć. Byłam prze szczęśliwa!Ale gdy jakiś gość mnie zawołał otrząsnęłam się i podeszłam. Oczywiście gdy szłam moje obcasy zrobiły hałas aż na scenie, przez co czwórka młodych muzyków usłyszała to i obróciła się w moją stronę. Byłam zestresowana. Po chwili odwrócili wzrok  z powrotem, oprócz jednego. Uroczy chłopak z blond włosami przyglądał się mi nadal jak obrazkowi.Lekko zawstydzona powoli odwróciłam wzrok w jego stronę i nasze oczy się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez jakieś 2 minuty, po czym speszona odwróciłam  równocześnie z nim wzrok  w drugą stronę udając nadal że słucham tego kolesia co mnie zawołał. Powoli czułam że się czerwienię. Nie wiedziałam jak się zachować.Dopiero po jakiejś minucie zorientowałam się że ten śliczny chłopak to był Connor Ball. To właśnie jego najbardziej lubiłam z całego zespołu. Po dwóch minutach mój instruktor zawołał do mnie:

-Ok, gotowa na oprowadzanie?-Powiedział tak głośno że mogłam go usłyszeć spokojnie z odległości 500m. Nagle zauważyłam że czwórka chłopaków zbliża się w naszą stronę.Connor trochę zawstydzony z lekko zamyślonym wzrokiem szedł z tyłu.Uśmiechnięty brunet zaczął bo zauważył że młodszy kolega nie ma odwagi wydusić z siebie ani jednego słowa:

-Cześć, jestem Brad, ci obok mnie to Tristian, James a ten z tyłu to Connor. A ty jesteś... -Zapytał nadal z uśmiechem na twarzy.

-Jestem Lilianna, ale dla znajomych Lila.-Powiedziałam z udawanym luzem.

-Jesteś fanką?-Spytał z lekkim zdziwieniem.

-Noo, a co myślałeś że jak tylko was zobaczę to zacznę piszczeć i błagać o autograf?-Powiedziałam roześmiana na co oni też się zaśmiali.

-Nie, no po prostu pierwszy raz zdarza nam się że gadamy z fanką a ona jest taka wyluzowana.-Powiedział James.

-Jak widzicie jestem wyjątkowa.Nie tylko pod tym względem.-Powiedziałam i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

-Ok, podobno przyszłaś zwiedzać.Może oprowadzić cię?-Zapytał brunet.

-Ok, nie ma sprawy.

-Dobra, idźcie sami my idziemy pogadać z menagerem. Miło było cię poznać! Do zobaczenia!-Zawołał Tristian.

-Cześć, mi również było miło!-Zawołam i poszłam za brunetem.

*pół godziny później*

-No i na koniec, nasze garderoby. Tu jest Trisa, tu Connora tu moja a tam Jamesa.Zapraszam do mojego królestwa, powiedział otwierając mi drzwi do swojej garderoby.Miał tam kanapę, lodówkę i toaletkę. 

-Łał, jeszcze wstawić łóżko, przemalować ściany i byłby to pokój idealny!Moje marzenie ha ha ha!-I zaczęliśmy się oboje śmiać.

-Czuj się jak u siebie!Usiądź, zjedz coś.-Powiedział siadając na kanapie.

-No, trochę będzie mi ciężko czuć się jak u siebie. U mnie takich luksusów nie ma.

-Ha ha ha ha!Łał, masz niezłe poczucie humoru!-Powiedział roześmiany brunet.

-Słuchaj, teraz na poważnie, kogo lubisz najbardziej z zespołu?-Powiedział z powagą brunet.

-Co? Ha, ty na poważnie?

-Może inaczej, kto ci się najbardziej podoba?Tak szczerze. To będzie nasza tajemnica.-Powiedział z uśmiechem Brad.

-Łał, ty na serio poważnie. Chmm, niech pomyślę.A w ogóle, skąd to pytanie?-Powiedziałam lekko zdezorientowana.

-Nie wiem, tak jakoś mi się nasunęło.

-Dobra, ale obiecaj że to będzie tajemnica.

-Ok, na paluszek.-Powiedział z uśmiechem i wysunął mały palec.

-Na paluszek. Ok, to jedziemy. Ogólnie, od samego początku traktowałam was jako idoli.Nie dopuszczałam do siebie myśli że któryś z was mógł mi się spodobać. Dla mnie to było żałosne, darzyć kogoś uczuciem nawet nie widząc go ani razu na własne oczy!Ale jak po koncercie weszłam tu i spojrzałam mu w oczy... czułam że się normalnie gotuję! Wiedziałam już od razu że innego nie znajdę dopóki jestem świadoma że on jest w pobliżu. Na innego nigdy nawet nie spojrzę! Wiedziałam po prostu.-Powiedziałam i zawstydzona spojrzałam na Brada. Patrzał na mnie z wyszczerzonymi gałami.

-Łał. A już myślałem że mam jakieś szanse u ciebie.-Powiedział ze śmiechem.

-Ha ha ha ha. Przepraszam, ale sam rozumiesz. Gdyby nie było Connora miałbyś duże szanse.-Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.

-Ha ha ha ha.Dzięki za pocieszenie.-Nagle ktoś zapukał do drzwi.Do garderoby wszedł powoli James.

-Hej mogę przeszkodzić?-Powiedział ale chyba nie był pewny czy może wejść czy nie.

-Ta właź.-Powiedział nadal roześmiany brunet.

-I jak zwiedzanie? Podobało się?-Zwrócił się do mnie.

-Ta, było całkiem fajnie.

-To się cieszę. A jeśli mogę zapytać, ile ty masz lat?-Powiedział z zaciekawieniem blondyn.

-Niedługo 18 a co?-Powiedziałam lekko zdziwiona pytaniem chłopaka.

-Nie nic, bo idziemy dzisiaj na miasto z chłopakami do jakiegoś miejscowego klubu. Może byś chciała z nami iść co?

-Ta, choć z nami będzie zarąbiście!-Powiedział brunet ciesząc się jak małe dziecko.

-Ok. 20 minut stąd jest fajny klub do którego chodzę z przyjaciółką i znajomymi jak nie ma rodziców w domu.Możemy tam iść jak chcecie.-Powiedziałam szczęśliwa.

-Ok. Podaj nam swój adres to tak za półtorej godziny podjedziemy po ciebie.-Powiedział James i podał mi kartkę i długopis.

-Dobra. Masz i nie zgub zakręcie- Podałam brunetowi bo James musiał odebrać ważny telefon.

-Rozkaz!-Powiedział prostując się i zasalutował co mnie rozbawiło prawie do łez.

-Ok, lecę. Widzimy się za półtorej godziny, na razie!- Powiedziałam wychodząc z garderoby chłopaka. Gdy błam na zewnątrz zadzwoniłam po brata by po mnie przyjechał.W samochodzie opowiedziałam mu o wszystkim. Nawijałam bez przerwy, przez całą drogę co go bawiło. Gdy dotarliśmy przed dom wyskoczyłam z samochodu i wleciałam do domu jak torpeda. W domu nadal nie było nikogo prócz mojego brata i jego kumpla.

-Jak było na koncercie ślicznotko?-Powiedział z uśmiechem na co mój brat rąbnął go w łeb poduszką.

-Nie mam teraz czasu!-Powiedziałam biegnąc do swojego pokoju.

-Idzie na imprezę z The Vamps.-Powiedział mój brat ze śmiechem.

-I co? I tak żaden z nich nie jest przystojniejszy ode mnie nie?-Powiedział Sean ze śmiechem.

-Ale, moja siostrzyczka się zakochała!- Powiedział 

- UUUUUUUUUUUU- Krzyknęli chórem.

-Zamknąć się!-Krzyknęłam z pokoju wybierając ciuchy.

po godzinie byłam gotowa. Ubrałam obcasy ze złotymi ćwiekami i krótką, złotą sukienkę z dużym wiszącym dekoltem, podkręciłam lekko włosy i zrobiłam makijaż. Gdy schodziłam na dół co chwilę gapiłam się w zegarek.Jack i Sean siedzieli w kuchni i coś jedli.Gdy zeszłam Sean o mało nie zaślinił swojej bluzki.

-Wyglądasz...-Zaczął mój brat nie mogąc skończyć.

-Seksownie! Jak ja ci zazdroszczę Jack, że masz taką siostrę.Ale gdybyś nie trzymał mnie tak na dystans od Lili, to ona już by należała do tego gościa!-Powiedział dumny i wskazał na siebie na co mój brat kopnął go w piszczel.

-Właśnie dlatego trzymam cię od niej na dystans.-Zaśmiał się mój brat na co Sean zrobił smutną minę.

Po 5 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.Podeszłam do drzwi zestresowana, ale wiedziałam że to miała być noc mojego życia.



1 komentarz:

  1. Wiem, strasznie długi ten rozdział ale się rozkręciłam. :)))))

    OdpowiedzUsuń